1608 091418 R

       Sztywno wyprostowana Thea siedziała na jednym z metalicznych, rozłożonych kaskadowo siedzisk. Przed sobą miała jakieś dwa rzędy, za sobą może trzy. Nie wiedziała dokładnie, nie rozglądała się. Kątem oka widziała porozstawianych po kątach agentów trzymających w dłoniach karabiny, zapewne na wszelki wypadek.

– W końcu nawet kadetowi może odbić. – pomyślała i nonszalancko oparła się o siedzenie. Na jej twarzy pojawił się półuśmiech i ślad złości, spowodowany wątpliwą ochotą na kolejną porcję bólu i wyzwisk. Nie miała ochoty na żadne szkolenie, w swoim mniemaniu umiała już wszystko, co mogło być jej potrzebne. Nie czuła stresu ani strachu. Martwiły ją jedynie miny na twarzach znajdujących się w pobliżu szczeniaków, czekających zapewne na to samo co ona. Gdy spojrzała w lewo ujrzała przejętą twarz ciemnowłosej, zapewne ślicznej niegdyś dziewczyny. Z trudem uspokajała drżące ciało, ponadto wyglądała tak, jakby miała się za chwilę rozpłakać. Sina twarz i pokryte fioletem ręce sugerowały, że nie szczędzono jej przemocy. Bursztynowłosa dziewczyna uśmiechnęła się gorzko i delikatnie kiwnęła głową. Zerknęła  na swoje nadgarstki i przedramiona. Sama do tej pory nie pozbyła się siniaków i kilku blizn, głębokich jak uraza i nienawiść, które nosiła w sercu. 

– Niech to się już skończy… – zamknęła powieki i wzięła głęboki oddech. Nie potrafiła nawet na sekundę zapomnieć o miejscu, w którym się teraz znajdowała. Potrząsnęła burzą włosów i przygryzła wargi. Nie wiedziała co ma ze sobą robić. Po wielkiej sali echem roznosił się głos postawnego mężczyzny, który zamaszyście gestykulował. Zapewne przygotowywał kadetów w sposób słowny na to, co miało ich czekać. Opowiadał o poświęceniu, walce w pocie czoła i karze za niesubordynację. Zielonooka dziewczyna puszczała to wszystko mimo uszu i uśmiechała się zadziornie, pilnując tylko by nie wypowiedzieć swoich nieokiełznanych myśli na głos. Minął jakiś kwadrans, góra pół godziny. Męczący bełkot wysoko usytuowanego, postawnego mężczyzny dobiegł końca, a grupa agentów rozdzieliła się po sali zawiązując na szczeniackich, lewych ramionach białe opaski z numerami. Kiedy wątła, mizernie wyglądająca kobieta zacisnęła niemal z całych sił na ręce Thei przepaskę, ta syknęła z bólu i zdenerwowania:

– Jak bydło… – jęknęła sama do siebie i czując, że ktoś popycha ją do przodu wstała i zaczęła iść. Subtelnie zerknęła na boki i zorientowała się, że agenci zaczynają dzielić kadetów na grupy.

– Ja nie chcę! – umiarkowaną ciszę rozerwał nagle przeraźliwy pisk, wydobywający się z ust brunetki, która zajmowała miejsce tuż obok Thei. Grupa znajdujących się w pobliżu szczeniaków zamarła i odsunęła na bok, wiedząc co zaraz może się wydarzyć. Posiniaczona brunetka szarpała się z jednym z  agentów tak, jakby wierzyła, że coś wskóra:

– Stul pysk i się uspokój! – warknął mężczyzna i wymierzył w twarz kobiety celny cios. Dziewczyna zachwiała się, ale nie przestawała zanosić w panicznej histerii:

– Ja nie chcę, nie dam rady! Proszę… – dziewczyna klęknęła i zaczęła obłapiać nogi stojącego tuż nad nią mężczyzny, który nie zastanawiając się ani chwili kopnął ją i ponownie uderzył kolbą broni. Thea zamarła i głośno przełknęła ślinę.

– Kurwa, przecież ci ludzie mieli być po wstępnym odsiewie! Skąd się bierze takie ścierwo! – do grupki przestraszonych kadetów i miotającej się brunetki podszedł kolejny, mniej wyrozumiały agent. Ciężko westchnął i nerwowo pokręcił głową. Przez krótką chwilę obserwował jak ciało dziewczyny przeszywają dreszcze.

– Żałosne… – warknął i odchylił butem jej zasłoniętą przez ramiona twarz. Kobieta nie potrafiła się uspokoić. Trzęsła się i łkała jak małe, przestraszone dziecko. Dwóch, obserwujących sytuację agentów spojrzało na siebie porozumiewawczo.

– Daj mi broń… – wyższy mężczyzna wystawił rękę, w której po chwili pojawił się karabin. Przeładował magazynek, rzucił ostatnie, niezbyt litościwe spojrzenie w kierunku brunetki i posłał w jej kierunku dwa celne strzały. Część szczeniaków odwróciła spłoszone spojrzenia, część zagłuszyła w sobie niemy krzyk strachu. Thea poczuła jak w jej skroniach pulsuje krew.

– Komuś jeszcze się tu nie podoba?! Jeśli tak, wystąpić z szeregu! Załatwimy to od razu! Nikt nie będzie tu marnował czasu na bezużyteczne ścierwa! – mężczyzna krzyknął i zaczął wymachiwać bronią, która podziałała bardzo plastycznie na wyobraźnię przerażonych kadetów. Na sali zapanowała totalna cisza.

– Tak też myślałem… – agent zaśmiał się i położył ręce na biodrach – Jeśli nikt nie ma już ochoty na histerię, to zaczynami szkolenie!

***

        Usagi od kilku, może kilkunastu godzin siedziała w jednej z opuszczonych sal strategicznych. Niegdyś, właśnie w tym miejscu zapadały najważniejsze decyzje i plany dotyczące misji w terenie. W chwili obecnej znajdowały się tu jedynie zakurzone meble i mapy, z których zapewne nikt nie korzystał. Dziewczyna zaczynała się martwić tym, że od dłuższego czasu nikt się nią nie interesował. Nawet brak pomiatania, do którego mieli przywyknąć pozostali kadeci był dla niej dość dziwny. Było po prostu cicho i spokojnie. Dziewczyna zaczynała myśleć, że nie jest już nikomu potrzebna, że plany się zmieniły. Dziwne przeczucie, nie pozwalało jej na przyjęcie tych myśli. Wiedziała, że to jeszcze nie koniec. W gruncie rzeczy, to był dopiero początek. Gdy usłyszała, że zamek w drzwiach się otwiera, drgnęła nerwowo i wbiła się z całej siły w skórzany fotel, w którym tkwiła niemal dobę. Po chwili ciężkie drzwi skrzypnęły, a w pomieszczeniu pojawił się wysoki brunet, którego widziała już nie raz. Mężczyzna nie wyglądał łagodnie. W jego kocich oczach rysowała się złość i irytacja. Najpewniej, znalazł się w miejscu w którym nie miał zamiaru przebywać. Blondynka milczała, Fighter również. Patrzyli na siebie przez chwilę. Usagi wiedziała, że nie może odezwać się bez pytania, jednak nawet gdyby miała taką możliwość, nie skorzystałaby z tej opcji.

– Mam cię wyszkolić. – chłodno szepnął brunet i przeniósł wzrok na metaliczną walizkę, którą przyniósł ze sobą. Podniósł ją do góry i położył na szklanym stoliku, otwierając zgrabnie. Oczom blondynki ukazała się sporych rozmiarów broń, której nigdy nie miała okazji oglądać. Kątem oka zarejestrowała również kilka buteleczek i ampułek.

– Nie ma chwili do stracenia, mój czas jest cenny… – mężczyzna spojrzał na Usagi i zanim ją przywołał do siebie, wskazał na swój pas, zza którego wyglądał niewielki sztylet i podręczny pistolet. Dziewczyna kiwnęła głową. Doskonale rozumiała, że gdyby zechciała odstawić jakiś numer, straciłaby życie. Wstała z fotela i bez słowa ruszyła za brunetem, który wskazał jej drogę. Szła tuż przed nim, milcząc. Wspólnie mijali wąskie, klaustrofobiczne korytarze, które odstraszały sterylnym zapachem. Wiedziała, że trzyma ją na muszce, ale mimo wyraźnej chęci nie odwróciła się za siebie ani razu. Miała wrażenie, że nie chce jej skrzywdzić, dlatego nie bała się. Fighter dokładnie obserwował każdy ruch blondynki. Był profesjonalistą i wiedział, że nie może sobie pozwolić na głupi błąd. Nie widział w niej poważnego zagrożenia, ani niczego niezwykłego, dlatego kompletnie nie rozumiał dlaczego sam, osobiście musi się zająć jej szkoleniem. Z całkowitą pewnością był to ukłon, albo w stronę organizacji, albo niepozornej blondynki. Nie zastanawiał się długo nad tym, dlaczego akurat on musi zająć się tym treningiem. Wykonywał rozkaz, tylko to się dla niego liczyło. Wsiedli do oszklonej windy i wyjechali trzy piętra wyżej – na poziom przeznaczony do szkolenia kadetów. Nie zastanawiając się długo wskazał dziewczynie boczną drogę, która przemieścili się do lewego, zupełnie opustoszałego skrzydła budynku, w którym się znajdowali.

***

       Thea znajdowała się w grupie liczącej piętnastu kadetów. Agenci dokładnie porozdzielali szczeniaków i pokierowali nie wedle własnego uznania, ale szczegółowych wytycznych pochodzących z samej góry. Istotna była płeć, charakter, wzrost i siła. Piętnastkę, w której znajdowała się bursztynowłosa dziewczyna zaprowadzono na salę, przypominającą strzelnicę. Tam, mieli zapoznać się z bronią, którą w przyszłości powinni się posługiwać.

– Tutaj będziecie spędzać więcej czasu niż podczas dzieciństwa w zasranym żłobku! Żadne z was nie jest tu bronią samą w sobie… Musicie pojąć, że to jak będziecie posługiwać się amunicją nie warunkuje tylko skuteczności misji. To warunkuje całe wasze życie, to czy zdechniecie jak psy, czy przeżyjecie. – totalną ciszę przerwał ochrypły głos ubranego w czarny, dopasowany strój szkoleniowca. Thea nie widziała jego twarzy, ponieważ na Sali panował półmrok, a dokładnie oświetlone były tylko strzelnicze boksy. Zerknęła do góry i zobaczyła, że na oszklonej, dokładnie odgrodzonej platformie przemieszczają się obserwujący szkolenie ludzie. Dół, zabezpieczała ochrona, wszędzie kręcili się uzbrojeni agenci.

– MG 34. Wasza Biblia i chleb powszedni. – mężczyzna sprawnie przeładował magazynek i przeszedł się tuż przed grupą onieśmielonych kadetów – Dwubębnowy magazynek, 75 nabojów. Seria dwustu strzałów na minutę dziurawi przeciwnika jak sitko. Najprostsza i najbardziej niezawodna broń, którą będziecie posługiwać się podczas niezbyt wyszukanych misji. W tych bowiem nie musicie być ani, taktowni, ani wyszukani. Macie zabijać.

– Żaden problem… – cicho odezwał się szczupły kadet na twarzy którego pojawił się szeroki uśmiech. Główny szkoleniowiec spojrzał na niego z niesmakiem i podszedł nieco bliżej, wysilając się na podobne, koślawe ułożenie warg, do złudzenia przypominające uśmiech:

– Widzę, że Pan już wie co nieco o zabijaniu…

– Ma się rozumieć! – mężczyzna wypiął do przodu pierś i spojrzał prosto w oczy swojego nowego nauczyciela, z twarzy którego szybko zniknął sztuczny grymas:

– W takim razie trzeba Pana trochę podszkolić w kwestii bólu! – po tych słowach kolba MG 34 uderzyła kadeta prosto w głowę.

– Zapamiętaj gnido, tu nikt nie odzywa się bez pytania! – ochrypły głos zadźwięczał w uszach szczeniaków, którzy również zostali poddani pierwszej oficjalnej lekcji krwi. Zanim Thea zdążyła zrozumieć, czym młodziak wyprowadził z równowagi szkoleniowca, poczuła jak opada na chłodną posadzkę. Dostała kolbą w plecy i poczuła, że przez moment nie może oddychać. Dławiąc się krwią obrastała w kolejne siniaki, powstające pod wpływem kolejnych kopnięć i uderzeń. Przez spuchnięte powieki widziała tylko, że nie tylko na niej został wyłożony instruktaż.

– Dobrze, na razie wystarczy! – mężczyzna krzyknął i wyjął z torby kolejną broń – Teraz musicie się dowiedzieć, w jaki sposób działa M249SAW…

***

       Usagi weszła do ciemnej, chłodnej Sali, która po chwili rozświetliło sztuczne światło. Na moment przymknęła powieki, ponieważ w ostatnim czasie najbardziej przyzwyczaiła się do ciemnych, niewielkich pomieszczeń.

– Imponujące! – pomyślała rozglądając się po ogromnej przestrzeni wyposażonej w odpowiedni sposób do testowania broni. Fighter widząc, że na twarzy blondynki maluje się podziw i zdumienie, powiedział:
– Jesteśmy w głównej części kompleksu szkoleniowego. W naszym żargonie mówimy, że to część A. W części B również odbywają się szkolenia, ale masowe. Zwyczajne…
– Mam czuć się zaszczycona? – Usagi uśmiechnęła się złośliwie i spojrzała prosto w kocie oczy bruneta. Wiedziała, że nie powinna w ten sposób przerywać milczenia, ale nie potrafiła się powstrzymać. Teraz czekała tylko na kolejny ruch mężczyzny. Fighter zmarszczył czoło i zamilkł. Miał ochotę ją uderzyć, ale wiedział że nie może tego zrobić.
– Rozkaz, to rozkaz. – pomyślał w duchu przypominając sobie co i w jaki sposób ma tu zrobić. Zacisnął pięści i odwrócił się tyłem do blondynki. Leniwie przespacerował się przez fragment obiektu i z całej siły kopnął stojące mu na drodze krzesło, które z hukiem odbiło się od ściany. Usagi drgnęła i poczuła, że jej serce zaczyna mocniej bić. Głośno przełknęła ślinę i czekając na bolesny cios opuściła głowę na dół. Nie chciała buntować się przed tym, co wydawało się być nieuniknione. Mimo wszystko, ku jej zdziwieniu brunet nawet nie drasnął jej ciała.
– Jak już mówiłem, mam cię wyszkolić. Nasze spotkania zaczniemy od podstaw, czyli broni. – po tych słowach Fighter sięgnął w kierunku metalicznej walizki. Opróżnił ją i całą zawartość ułożył pedantycznie na stole.
– Wiem, że to przeżytek ale musisz poznać wszystkie tajemnice Ultimaxu 100. Jak pewnie wiesz… lub nie to kaliber 5,56 x 45 mm. Dość szybki, zwinny, po prostu zabójczy. – po tych słowach powoli złożył broń i spojrzał na blondynkę, która z uwagą obserwowała jego ruchy – Teraz ty spróbuj, masz!

Dziewczyna powtórzyła to, co przed momentem zobaczyła. Równie sprawnie poskładała Ultimax i odłożyła na stół. Nieco zaskoczony Fighter kiwnął głową i podniósł karabin do góry:

– Dobrze, bardzo dobrze… Widzę, że to było zbędne. Przejdźmy lepiej do spraw trudniejszych. – mężczyzna odszedł na bok i na ściennym panelu dotykowym wystukał jakiś kod. Po chwili rozsunęły się pancerne drzwi, za którymi znajdowała się plejada najróżniejszych broni i amunicji świata.

***

       Minęło kilka godzin. Krew na skroniach Thei już zastygła, a obolałe ciało dochodziło do siebie. Pocieszała się, że nie jest tak źle. W końcu mogli jej połamać kończyny, a tak skończyło się na kilku siniakach i ranach. Wiedziała, że najgorsze ma za sobą, więc krótka wycieczka w niepogodę nie mogła być czymś złym. Cokolwiek by się nie działo, teraz mogło być już tylko lepiej, a przynajmniej – mniej krwawo. Z całej piętnastki odpadła tylko lub aż trójka kadetów, którzy okazali się być najmniej odporni na ból. Uszy puchły jej od durnych pouczeń i wskazówek, których nie mogła już słuchać. Na szczęście miejsce tyrana o ochrypłym głosie zajęła kobieta, która miała przeszkolić ich zwinność i szybkość. Nawet deszcz i odstraszający gabarytami poligon nie jawił się tak strasznie jak minione godziny, które większość szczeniaków zapewne chciała wymazać z pamięci. Tym razem Thea nie miała czasu myśleć. Ze zmęczeniem rysującym się na twarzy obserwowała pasy taktyczne i place ćwiczeń, na których miała wykonywać rozmaite manewry i ćwiczenia. Kobieta, która przeprowadzała drugą część szkolenia, nie wyglądała na kogoś okrutnego, wręcz przeciwnie – malownicze, płynne jak ruchy pędzla rysy twarzy kontrastowały z morderczymi poleceniami, które wydobywały się z jej ust. Widmo śmierci i odstrzału motywowało kadetów do wysiłku, o jaki by się nawet nie podejrzewali. Również bursztynowłosa dziewczyna o zaciętym spojrzeniu czołgała się w błocie, omijała przeszkody i na klęczkach pokonywała kolejne odległości. O sprzeciwie nie było mowy.

***

       Gdy Usagi zapoznała się z bronią i amunicją, przeniosła się ze swoim nauczycielem do jednej z sąsiednich sal. Ta, w której aktualnie się znajdowali, nie była już tak wielka jak poprzednia. Blondynka z uwagą i lekkim niepokojem obserwowała przyrządy, które do złudzenia przypominały siłownię, niemniej jednak nią nie były.

– Tutaj sprawdzimy jaką masz kondycję oraz to, jakie umiejętności fizyczne powinnaś poćwiczyć. – Fighter niechętnie zamknął drzwi w pomieszczeniu i zaczął tłumaczyć dziewczynie jak powinna wykonywać ćwiczenia na bieżni i atlasie. Po dłuższej chwili i odczytaniu wstępnych wyników blondynki mężczyzna kiwnął głową i powiedział:

– Całkiem nieźle, ale twoje nogi są stanowczo zbyt mało wytrzymałe. Jutro zrobimy ćwiczenia na wydzielonej części poligonu. Trzeba będzie też odrobinę poprawić wytrzymałość barków… Ale z tym też coś się zrobi.

Kiedy zdyszana dziewczyna opadła na podłogę, mężczyzna zdjął z jej przedramienia opaskę uciskową i odczytał zapisany na niej wynik.

– Serce pracuje idealnie, więc nie mamy się o co martwić. Ale ciśnienie przy wysiłku odrobinę za wysokie.

Dziewczyna niewiele rozumiała, poza tym pomijała analizę poszczególnych komunikatów wygłaszanych przez bruneta. Mężczyzna usiadł przy niewielkim biurku i zaczął rozpisywać plan ćwiczeń na kolejny dzień. Sięgnął po tablet i zaczął również wybierać badania, które dziewczyna powinna wykonać. Gdy przeczytał na głos to, co przed momentem zapisał wziął do ręki telefon i wybrał odpowiedni numer. Po chwili, gdy usłyszał znajomy głos po drugiej stronie rzekł:

– Rezerwuję na jutro wschodnie skrzydło części szkoleniowej budynku A plus zadaszony plac manewrowy. Na wyłączność oczywiście. Resztę informacji już wysłałem, powinny dojść.

Gdy się rozłączył, spojrzał na wycieńczoną dziewczynę. Podszedł do niej i niezbyt delikatnie chwycił ją za barki unosząc do góry:

– To jeszcze nie koniec na dziś. Musimy poćwiczyć twój intelekt…

***

       Po garnizonowej męczarni, grupa kadetów na czele z Theą dostała kilka godzin wolnego. Mieli się wyspać i odpocząć, ponieważ miała ich czekać ostatnia część pierwszej partii szkolenia, czyli trening intelektualny. Siedzieli zamknięci w niewielkim pomieszczeniu, które oświetlało jedynie sztuczne światło. Mimo usilnych chęci, Thea nie mogła zasnąć. Leniwie opierała się o ścianę i w półleżącej pozie dotykała pokaleczonej dłoni. Jej mokre, posklejane włosy niedbale opadały na czoło i zasłaniały większą część widoku, który i tak nie był imponujący. Część zmęczonych ludzi zasnęła, część martwo wpatrywała się w przypadkowe punkty. Ktoś cicho płakał, ktoś głośno kaszlał. Nikt nie miał ochoty na rozmowy. Thea wiedziała, że dla własnego dobra powinna się przespać choć godzinę. Było jej strasznie zimno, choć dużo bardziej lodowata wydawała się być jej teraźniejsza obojętność. Po prostu nie miała już sił. Czas bez krzyków, potu i krwi minął wyjątkowo szybko. Nim kadeci zdążyli się obejrzeć, byli już odpowiednio porozsadzani w pomieszczeniu do złudzenia przypominającym szkolną salę.

– Kurwa, jeszcze mnie do podstawówki wyślą… – pomyślała rozgorączkowana dziewczyna. W tym czasie, w Sali pojawiła się trójka mężczyzn, trzymających wielkie teczki.
– Witajcie. – powiedział jeden z nich, a drugi zaczął kontynuować – Skoro przetrwaliście do tej pory, to znaczy że jesteście godni, by poznać techniki dzięki którym uzyskacie przewagę nad wrogiem, jedynie za pomocą umysłu.
– Dobre sobie… – Thea zaśmiała się w duchu i nonszalancko założyła dłonie na piersiach. Nie uszło to uwadze jednemu z agentów.
– Coś mi się wydaje, że ta ruda ślicznotka ma coś do powiedzenia…

Dziewczyna natychmiast się wyprostowała i zaprezentowała jedną ze swoich najbardziej zdziwionych min:

– Nic podobnego. Przecież nic nie mówiłam…
– Ale pomyślałaś, prawda?

Dziewczyna zamarła i głośno przełknęła ślinę:

– Cóż… – zaczęła niepewnie – Nie śmiałabym tu niczego pomyśleć…
– Kłamiesz! – warknął niski mężczyzna. Po chwili dziewczyna poczuła, że na jej policzku pojawia się piekąca pręga od uderzenia.
– Zobaczymy jak twój umysł poradzi sobie z tym! – agent rzucił na biurko Thei stos testów i łamigłówek.

***

       Usagi i Fighter siedzieli naprzeciwko siebie, zajmując miejsca przy niewielkim, okrągłym stoliku. Między nimi leżała garść barwnych obrazków, przypominających nalepki 3D, które dziewczyna pamiętała ze swojego dzieciństwa. Bez wdawania się w emocjonalne szczegóły Usagi subtelnie uśmiechnęła się i skojarzyła swój pierwszy album w którym gromadziła tego rodzaju skarby. Niepewnie dotknęła chropowatej powierzchni i westchnęła. Widząc, że blondynka przygląda się kolorowym formom z czymś na miarę nostalgii, mężczyzna brutalnie przerwał jej rozważania.

– To są hologramy, czyli specyficzny zapis na nośniku, przynajmniej dwufalowego obrazu interferencyjnego. Za ich pomocą wzbogacę twoją wyobraźnię i zdolność postrzegania pewnych spraw. Musisz wiedzieć, że…
– Wiem co to są hologramy… – dziewczyna odpowiedziała całkiem spokojnie i znów przeniosła wzrok na różnobarwne karty.
– W takim razie zaczynajmy. – Fighter wstał od stołu i podał dziewczynie pierwszy obraz:- Co tu widzisz?

Dziewczyna przyjrzała się chwilę i pogodnym głosem odpowiedziała:

– Na pierwszy rzut oka widać grupę ludzi, ale jeśli wpatrzę się dokładniej… Widzę też wodospad.
– Dobrze, przejdźmy do czegoś trudniejszego. A tutaj? Widzisz coś poza drzewem?

Usagi bez wahania odpowiedziała:

– To jakiś ptak, wygląda jak orzeł.

Mężczyzna odchrząknął i poczuł lekką irytację. Sam nie mógł nigdy rozwiązać tajemnicy tego hologramu, w którym widział tylko jeden obraz. Skrzywił się i zacisnął pięść. Nie wierzył, że dziewczyna sama z siebie mogła złamać tak trudną zagadkę.

– Ktoś cię już szkolił w tym zakresie, tak? – zapytał niecierpliwie i napastliwie pochylił się nad blondynką, która przecząco pokręciła głową.
– Nie wierzę! Ktoś musiał cię w tym zakresie szkolić! – warknął i szarpnął ramię dziewczyny, która znów bardzo spokojnie odpowiedziała:
– Nie… Znam hologramy tylko z dzieciństwa.

Brunet głośno przełknął ślinę, a blondynka się zamyśliła. Zauważyła, że na dźwięk jednego z wymienionych przez nią słów coś w nim zawrzało. Zamknęła powieki i zaczęła płytko oddychać. Była już blisko, bardzo blisko. To był sekret, tajemnica, skaza na duszy. Teraz była jeszcze bliżej, weszła w to głębiej niż w proste hologramy. Nie wiedziała czy powinna, ale mimo wszystko spojrzała na bruneta swoim przenikliwym wzrokiem i zapytała:

– Dlaczego się tak denerwujesz… Seiya?!

Mężczyzna zmarszczył czoło, ale w sekundzie cała jego mimika rozluźniła się tak samo jak uścisk dłoni. Poczuł, że miękną mu nogi:

– Co powiedziałaś? – dopytał myśląc, że się przesłyszał.
– Seiya… – blondynka powtórzyła to imię całkiem spokojnie, podczas gdy brunet poczuł jak niewygodne wspomnienie paraliżuje całe jego ciało.

Reklamy

14 thoughts on “1608 091418 R

  1. NO NARESZCIE doczekałam się kolejnego rozdziału jest niesamowity To szkolenie Thei i Usagi tak bardzo różniące się zastanawiam się kim tak na prawdę jest Usa skoro jej szkolenie jest indywidualne :)

  2. Rozdział wspaniały :) Jestem pod ogromnym wrażeniem! Wszystko bardzo realistycznie przedstawione i takie dokładne. Atmosfera mroczna i tajemnicza. Lubię takie. :) Co do tekstu to widzę, że Thea doigrała się, nie będzie jej tak łatwo powstrzymywać się od kąśliwych uwag. Usagi zadziwiła mnie jak zaczęła składać ten karabin :O. Skąd nasza Odango wiedziała jak ma na imię agent, który ją szkoli?? Zawsze niecierpliwie czekam na to opowiadanie szczególnie, że rzadko dodajecie tu rozdziały, ale ten jest powalający! Warto było czekać. Mam nadzieję, że kolejna część będzie tak samo wciągająca i interesująca jak ta. I co najważniejsze szybciej ją wstawicie. :)))
    Pozdrawiam gorąco!

  3. Tak, mina Seiyi musiała być powalająca:D Taki pan twardziel, a wystarczyło, że niewinna blondyneczka go zaskoczyła. Podobało mi się ich szkolenie:)

  4. No, no, no. Rozdział był naprawdę wciągający. I ten rozdźwięk między szkoleniem Thei i Usagi, ciekawe co z tego wyjdzie. A mina Seiyi musiała być bezcenna. Niecierpliwie czekam na ciąg dalszy i pozdrawiam Księżycowo

  5. Wspaniały rozdział naprawdę warto było tyle na niego czekać. Z każdym nowym rozdziałem robi się coraz ciekawiej. Z niecierpliwością oczekuje już na kolejny. Pozdrawiam serdecznie :)

  6. och rozdzial cudowny – bez wątpienia warto było czekać;) robi sie coraz ciekawiej;)
    Dziewczyny jesteście cudowne-pobudzacie niesamowicie moją wyobraźnie;)
    pozdrawiam i czekam na kolejny rozdział -mam nadzieje, że pojawi się dośc szybko;)

  7. Może i rozdziały są tu rzadko ale na każdy z nich warto jest czekać :) Świetnie przedstawiony rozdźwięk pomiędzy szkoleniem Thei i Usy, no i ta atmosfera… Reakcja Seiyi, cóż Usa naprawdę go zaskoczyła ;)

Skomentuj

Wprowadź swoje dane lub kliknij jedną z tych ikon, aby się zalogować:

Logo WordPress.com

Komentujesz korzystając z konta WordPress.com. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie z Twittera

Komentujesz korzystając z konta Twitter. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Facebooku

Komentujesz korzystając z konta Facebook. Wyloguj / Zmień )

Zdjęcie na Google+

Komentujesz korzystając z konta Google+. Wyloguj / Zmień )

Connecting to %s